Kasia i Marcin – wesele w Siedlisku Czyżów

fotograf tarnobrzeg

Wesele w Siedlisku Czyżów nie musi wyglądać jak z katalogu

wesele w siedlisku czyzow

Przez lata fotografowania ślubów zauważyłem jedną rzecz. Coraz mniej interesują mnie zdjęcia, które są po prostu poprawne. Wiecie, takie idealnie oświetlone, ustawione, przewidywalne. Coraz bardziej ciągnie mnie do fotografii, która ma w sobie trochę niedoskonałości. Jest bliżej ludzi niż katalogów ślubnych. Trochę głośniejsza, trochę bardziej szalona, czasem poruszona, ale za to prawdziwa.

Dokładnie takie było wesele w Siedlisku Czyżów które zorganizowali Kasia i Marcin.

Od pierwszych minut wiedziałem, że nie będę musiał szukać historii. Ona po prostu działa się obok mnie.

Nie każde wesele daje taką swobodę

Przygotowania zaczęliśmy u Kasi. Makijaż wykonywała Natalia Piech, a fryzurę przygotowała Paulina Wilk. Wszystko przebiegało bez nerwów, bez ciągłego patrzenia na zegarek. Był czas na śmiech, rozmowy i te drobne momenty, których nie da się zaplanować.

W innych pokojach Marcin przygotowywał się razem z tatą i świadkiem. Zamiast sztywnej atmosfery było trochę wygłupów, rozmów i symboliczna szklaneczka whisky wypita przed wyjazdem do kościoła. Takie momenty zawsze fotografuje mi się najlepiej. Nikt niczego nie udaje.

Ceremonia odbyła się w Czyżowie Szlacheckim, a później wszyscy spotkali się ponownie w Siedlisku Czyżów. To miejsce znam już bardzo dobrze i za każdym razem odnajduję tam coś nowego. Piękny ogród, dużo przestrzeni i światło, które nawet wieczorem potrafi zrobić klimat.

fotograf tarnobrzeg

Pierwszy taniec bez scenariusza

Jest coś jeszcze, co zapamiętam z tego dnia.

Pierwszy taniec.

Bez choreografii.

Bez kursów.

Bez liczenia kroków.

Po prostu włączyła muzyka, Kasia i Marcin spojrzeli na siebie i zaczęli tańczyć. Było trochę śmiechu, trochę improwizacji i mnóstwo autentycznych emocji. To właśnie takie momenty pokazują, że nie trzeba wszystkiego kontrolować, żeby wyszło pięknie.

A może właśnie wtedy wychodzi najlepiej.

Powrót do analoga

Od jakiegoś czasu coraz częściej zabieram na śluby aparat analogowy. Nie dlatego, że fotografia analogowa znowu stała się modna. Raczej dlatego, że przypomina mi, dlaczego w ogóle zacząłem fotografować.

Film zmusza do zwolnienia. Każde ujęcie ma znaczenie. Nie sprawdzam zdjęcia po naciśnięciu migawki. Nie poprawiam go po chwili. Po prostu ufam temu, co zobaczyłem.

Lubię tę nieprzewidywalność.

Delikatne ziarno, subtelne niedoskonałości i kolory, których trudno szukać w cyfrowych presetach sprawiają, że analog wnosi do reportażu coś wyjątkowego. Podczas wesela w Siedlisku Czyżów kilka rolek filmu powędrowało do aparatu niemal niezauważenie. Dopiero po wywołaniu okazało się, że właśnie na nich znalazły się jedne z moich ulubionych kadrów z całego dnia.

Fotografia ślubna trochę skręciła

Jeszcze kilka lat temu większość fotografów dążyła do perfekcji. Wszystko miało być ostre, równo oświetlone i idealnie wykadrowane.

Dzisiaj fotografia ślubna idzie w zupełnie innym kierunku.

Wraca błysk używany w odważniejszy sposób. Wracają mocne kontrasty. Czarno-białe zdjęcia przestają być tylko dodatkiem do galerii i coraz częściej stają się jej najmocniejszym elementem. Zamiast idealnych póz coraz częściej liczy się ruch, emocje i chwila, której nie da się powtórzyć.

I bardzo się z tego cieszę.

Bo właśnie taka fotografia najbardziej przypomina mi ludzi.

Błysk, który nie udaje światła dziennego

Drugą rzeczą, z którą coraz częściej eksperymentuję, jest lampa błyskowa.

Ale nie taka, której zadaniem jest tylko doświetlić scenę.

Lubię błysk, który widać. Taki, który tworzy mocne cienie, wydobywa emocje i sprawia, że zdjęcie bardziej przypomina kadr z backstage’u pokazu mody niż klasyczną fotografię ślubną.

Nie każdemu taka estetyka będzie odpowiadać.

I to jest w porządku.

Ja po prostu lubię, kiedy zdjęcie ma charakter.

wesele w siedlisku czyzow

Goście Kasi i Marcina dali mi ogromną swobodę. Parkiet żył własnym życiem, ludzie zapomnieli o aparacie, a ja mogłem wejść między nich i fotografować z bardzo bliska. To właśnie wtedy powstały kadry, do których wracam najczęściej.

Krótka sesja zamiast znikania z wesela

Nie jestem fanem godzinnych plenerów w środku wesela.

Zdecydowanie bardziej wolę wyjść z parą na kilka minut.

Tego dnia zrobiliśmy dwie krótkie sesje w ogrodzie Siedliska Czyżów. Jedną z paczką przyjaciół, pełną śmiechu i wygłupów. Drugą już po zmroku, kiedy ogród zmienił się w spokojniejsze, bardziej intymne miejsce.

Kilkanaście minut wystarczyło.

Goście nawet nie zdążyli zatęsknić, a para wróciła na parkiet z kolejną porcją energii.

Wieczór zakończył tort przygotowany przez Niezłe Ciacho Pracownię Tortów. Noc, ogród i światło lamp stworzyły idealne tło do ostatnich zdjęć reportażu.

Kiedy fotograf i DJ grają do jednej bramki

Jest jedna rzecz, o której rzadko mówi się przed ślubem, a która ma ogromny wpływ na zdjęcia.

Atmosfera na parkiecie.

Można mieć najpiękniejszą salę, świetne dekoracje i perfekcyjnie przygotowany harmonogram, ale jeśli ludzie nie czują się swobodnie, aparat może to pokazać.

Tutaj było zupełnie inaczej.

fotograf tarnobrzeg

Ogromna w tym zasługa Darka Sawickiego (DJ Dario), z którym miałem okazję pracować już wiele razy. Darek nie prowadzi wesela według sztywnego scenariusza. Bardziej obserwuje ludzi, wyczuwa moment i pozwala imprezie rozwijać się swoim rytmem. Dzięki temu goście nie mają poczucia, że uczestniczą w kolejnej „atrakcji weselnej”. Po prostu dobrze się bawią.

Jednym z najlepszych przykładów była sesja na 3 sekundy. Goście byli wywoływani pojedynczo lub parami i dosłownie na chwilę podbiegali do Kasi i Marcina siedzących na krzesłach. Trzy sekundy wystarczały na uścisk, żart, śmiech albo kompletnie zwariowaną pozę. Nikt nie miał czasu zastanawiać się, jak wyjdzie na zdjęciu. I właśnie dlatego wyszło tak dobrze.

Uwielbiam fotografować takie momenty. Wchodzę wtedy niemal w sam środek wydarzeń, używam mocnego błysku, podchodzę bardzo blisko i łapię emocje dokładnie takie, jakie są. Bez poprawiania, bez ustawiania, bez powtórek.

Myślę, że właśnie dlatego tak dobrze pracuje mi się z Darkiem. On dba o to, żeby ludzie zapomnieli o wszystkim wokół, a ja w tym czasie mogę zrobić zdjęcia, które naprawdę opowiadają historię tej imprezy.

Coraz częściej myślę, że fotografia ślubna nie powinna być zbiorem obowiązkowych punktów do odhaczenia. Nie musi wyglądać jak katalog ani jak lista modnych ujęć z internetu.

Powinna wyglądać jak ludzie, których pokazuje.

Dlatego lubię wracać do Siedliska Czyżów. Nie tylko dlatego, że to piękne miejsce na wesele, ale przede wszystkim dlatego, że można tu stworzyć reportaż pełen swobody i autentycznych emocji. Taki, w którym jest miejsce na zdjęcia analogowe, mocny błysk, czarno-białe kadry i spontaniczne chwile, które zostają z nami na lata.

Jeśli planujecie wesele w Siedlisku Czyżów lub ślub w Czyżowie Szlacheckim i szukacie fotografa, który zamiast reżyserować dzień woli go obserwować, zapraszam do obejrzenia innych moich prac.

fotograf tarnobrzeg
studniowka w siedlisku czyzow
<<< Mokoszyn 2026 - studniówka w Siedlisku Czyżów.

Leave a comment