Natalia i Marek – wyjątkowy ślub.

  • sesja ślubna w Bieszczadach

Natalia i Marek – wyjątkowy ślub w Tarnobrzegu

Zapraszam Was na relację z wyjątkowego ślubu Natalii i Marka. To, z wielu powodów, szczególny materiał sezonu 2019. Cudna Para to oczywiście szczególny i pierwszorzędny aspekt, kolokwialnie mówiąc: oczywista oczywistość. Drugim powodem, dla którego ten reportaż jest ważny to fakt, że pierwszy raz w życiu fotografowałem na polu lawendowym! I to właśnie z Natalią i Markiem pierwszy raz byłem też na plenerze ślubnym w Bieszczadach! A zatem, jak sami widzicie, ten materiał to wiele moich „pierwszych razów”. Osobiście zaliczam je do udanych, a  z relacji głównych bohaterów, czyli Pary Młodej, wiem, że oni też. A to najważniejsze

Ogród pełen lawendy – sesja narzeczeńska.

Na tę sesję jechałem podekscytowany, ale też lekko zaintrygowany – tak to jest, gdy fotograf udaje się na zdjęcia w nieznane mu do tej pory miejsce. Z miejscem do fotografowania jest jak z ludźmi – nigdy nie wiesz, czego się możesz po nich spodziewać, dopóki ich nie poznasz. No i już na początku musiałem przewartościować moje oczekiwania, co do tego miejsca. Nie byłem rozczarowany jego pięknem, nie zrozumcie mnie źle. Byłem nim wręcz zachwycony!

Podobnie jak… sto tysięcy innych osób, które też wybrały Ogród pełen lawendy na miejsce fotograficznej sesji. No i wcale im się nie dziwię, bo to naprawdę urocze i bajkowe miejsce. Tyle tylko, że tak ogromna liczba osób w miejscu sesji stanowi mały problem dla fotografa, a właściwie dla jego kadrów. Gdzie się nie obróciłem tam fotograf! Na prawo inna sesja ślubna, na lewo sesja rodzinna, za mną sesja dziecięca, a nieopodal nawet i sesja zwierzęca. W każdym miejscu i w każdym kierunku byli ludzie. Trudno było znaleźć kadr, w którym Natalia z Markiem byliby sami. Przekonałem się wtedy, że Ogród pełen lawendy to bardzo popularne miejsce. Na szczęście miałem ze sobą mój ukochany obiektyw Voigtlander Nokton 40mm 1,4, który ratuje w takich sytuacjach. Obiektyw ten pięknie kształtuje tło, kamuflując wszystko, co jest niepotrzebne. Ktokolwiek wymyślił ten obiektyw – dzięki mu za to!

Wisienką na sesyjnym torcie była stylizacja pary – Marek i Natalia fajnie wpasowali się w lawendowy klimat – byli ubrani kolorystycznie, co jeszcze bardziej oddało urok tego miejsca i podkreśliło wszechobecnie panujący fioletowy kolor. No i ten wianek na głowie Natalii – świetny akcent plenerowej sesji w lawendzie!

Myślę, że sesja narzeczeńska w lawendzie wyszła nam bardzo dobrze. Sami zresztą oceńcie.

Reportaż z Dnia Ślubu

Dzień ślubu Natalii i Marka nadszedł i muszę przyznać, że pracowałem “pod napięciem”, bo obok Pana Młodego, w roli Starszego, przewijał się mój Przyjaciel, bardzo dobry fotograf Mariusz Dyszlewski. Nie będę ukrywał, że takie sytuacje, gdy obok znajduje się inny, profesjonalny fotograf ślubny (mimo iż nie patrzy ci na ręce, bo ma w tym czasie inne zajęcia), rodzą dodatkowe emocje. A zatem, gdy na każdym ślubie daję z siebie sto procent, to w tym przypadku rozpędziłem się na sto dziesięć. Musiałem sprostać takiemu wyzwaniu!

Przyjęcie weselne odbyło się w znanym tarnobrzeskim Domu Weselnym Kameleon. To miejsce, w którym lubię fotografować. Przestronne, białe wnętrza i duże lustra na sali weselnej sprawiają, że fotografowanie przyjęcia daje mi sporo możliwości, a co za tym idzie – również satysfakcji. Można tam uruchomić swoją kreatywność i poszukać kadrów trochę innych niż te typowe ślubne.

Za oprawę muzyczną odpowiadał mój ulubiony zespół muzyczny – Galeria Coverband. Bardzo lubię ich repertuar, a poziom muzyczny, który prezentują powoduje, że potrafią wskrzesić prawdziwy ogień na parkiecie. Za każdym razem, gdy na weselu gra Galeria Coverband z zabawy weselnej mam świetne ujęcia. Tak było i tym razem.

Miło wspominam ten ślub, nie tylko z tego powodu, że zabawa weselna odbyła się w fajnym lokalu, a całą imprezę rozkręcał mój ulubiony zespół. Było też coś, czego nie można dostrzec gołym okiem, a co jest bardzo, bardzo istotne. Już rozjaśniam całą sytuację.

Gdy byliśmy na sesji narzeczeńskiej w Ogrodzie pełnym lawendy, między mną, a Natalią i Markiem pojawiła się fajna relacja fotograf–Para Młoda. Atmosfera była miła, nie czuliśmy przed sobą skrępowania, było jednocześnie profesjonalnie i zabawnie. Natalia w drodze powrotnej z sesji zdradziła mi, że czuła się jak w towarzystwie, nie fotografa, a dobrego przyjaciela. Między mną – fotografem, a nimi – Parą Młodą nawiązała się nić porozumienia…

… nić, która niezwykle pomogła w Dniu Ślubu. Mój obiektyw w ogóle ich nie krępował, chętnie uśmiechali się do mnie, byli wyluzowani, bo wiedzieli, że mi – jako fotografowi – mogą zaufać: robota będzie zrobiona dobrze.

A wspominając o obiektywie, nie omieszkam zaznaczyć, że reportaż z Dnia Ślubu Natalii i Marka również wykonałem między innymi przy pomocy obiektywów Voigtlander. To świetne szkła z piękną plastyka obrazu i cudnym skin tonem. Jak Wam się podobają zdjęcia wykonane tym magicznym sprzętem?

Sesja ślubna na Połoninie Wetlińskiej

Ślub, ślub i po ślubie.

A na plener poślubny wybraliśmy się w Bieszczady i ten wyjazd na dobre przetarł mój szlak “na południe”. Plener ślubny w Bieszczadach? 3x TAK! Idealne miejsce na sesję ślubną, ogromna dawka niepowtarzalnego klimatu i doznania z głębi duszy. Para, taka jak Natalia i Marek, oraz zdjęcia w klimacie romantyzmu, to idealne połączenie. Zdjęcia robią się same. No, może z małym (niewielkim, naprawdę niewielkim) moim udziałem, bo urok tych gór sporo pomaga. Każdy fotograf ślubny powinien choć raz wybrać się na Połoniny na romantyczny plener w Bieszczadach. Ja będę tam wracał na pewno!

Sesję rozpoczęliśmy w bardzo urokliwym miejscu, jakim jest mały Wodospad Wisłoczek. Kilkumetrowa kaskada wodna otoczona skałami i utopiona w gęstym lesie jest znakomitą scenerią na górską sesję ślubną. Realizując plener w Bieszczadach można zacząć fotografowanie właśnie od tego wodospadu, ale najlepsze było dopiero przed nami…

Myśląc o sesji ślubnej w Bieszczadach od razu w głowie pojawia mi się Połonina Wetlińska. Będąc tam mamy piękny widok na Połoninę Caryńską, a druga strona w niczym nie ustępuje pierwszej – widok na Smerek również ma swoje ogromne walory. Fotografując tam jesienią mamy prawie idealnie położony zachód słońca, więc trudno zepsuć plener na Połoninie Wetlińskiej. Sesja ślubna w Bieszczadach ma swoje niezaprzeczalne walory i zdecydowanie można ją polecać każdej Parze, szukającej miejsca na wymarzony plener ślubny.

Zapraszam Was ciepło do obejrzenia tych zdjęć. Mam nadzieję, że w pełni oddaliśmy klimat tych miejsc, a oglądając je, przeniesiecie się choć na chwilę w te lawendowe pola i górskie otchłanie.

reportaż z dnia ślubu reportaż z dnia ślubu reportaż z dnia ślubu reportaż z dnia ślubu

Profil na Facebook’u – facebook.com/PhotoByMT
Profil na Instagramie – instagram.com/mariusztwarog.pl/
Profil na prowedaward.com – prowedaward.com

w czerni i bieli
<<< Karolina i Sebastian w czerni i bieli.
>>> Plener ślubny Magdy i Tomka
plener ślubny

Leave a comment